Wiedza

Menedżerskie forum wymiany myśli

19 kwietnia 2012

Kluczowym czynnikiem sukcesu nowego podejścia do szkoleń i rozwoju pracowników jest wybór odpowiednich metod i form szkoleniowych. Jak zastąpić tradycyjne, dwudniowe szkolenie dla menedżerów ciekawą i dynamiczną formą? O tym z Moniką Lewandowską, Dyrektor Personalną w Philips Lighting Poland w Kętrzynie rozmawia Robert St. Bokacki.

 

Robert Bokacki: Dlaczego wybraliście formę coffee meetingu jako odpowiednią dla rozwoju menedżerów?

Monika Lewandowska: Pomysł coffee meetingów powstał w momencie, gdy pracowaliśmy nad wprowadzeniem nowego programu zarządzania przez postawy. Te postawy są konkretnymi oczekiwaniami i zachowaniami, które chcieliśmy razem zaszczepić wśród menedżerów. Wypracowaliśmy je wspólnie i tak też chcieliśmy realizować program w naszej codziennej pracy. Nie miał to być kolejny projekt, w którym dokonamy oceny menedżerów, będziemy ich sprawdzać i rozliczać. I wtedy pojawił się pomysł cyklicznych spotkań z udziałem wszystkich menedżerów, niezależnie od pełnionej funkcji, czy miejsca w firmie (od produkcji po członków Zarządu). Coffee meeting miał mieć formę otwartej, niezależnej dyskusji. Swobodnego dzielenia się myślami. O poprowadzenie tych spotkań poprosiliśmy trenerów Kontekst HR International Group.

 

RB: Jakie tematy do tej pory były poruszane podczas coffee meetingów?

ML: Coffee meetingi początkowo były związane z wprowadzanym programem postaw i oczekiwań wobec osób zarządzających. Potem przerodziły się w spotkania pod hasłem: „Inspracje”. Realizowaliśmy konkretne tematy omawiając studia przypadków i historie osób, ich pracy i życia, które mogą stać się inspiracją w codziennych obowiązkach zawodowych. I mogą nas zmotywować. Za każdym razem nie były to tylko idee, które pomogły zmienić środowisko biznesowe. Wielokrotnie dyskutowaliśmy o sprawach, które miały wpływ na naszą cywilizację.

 

RB: Jakie widzisz zalety właśnie takiej formy rozwojowo-szkoleniowej dla menedżerów i organizacji?

ML: Ta forma ma wiele zalet. Służy wymianie opinii, wzajemnej dyskusji i motywacji. Raz na kwartał spotykamy się razem i jest nas całkiem spora grupa. W ten sposób możemy mówić o tym samym, ale z różnych perspektyw, np. dyrektora finansowego i lidera produkcji. Siadamy obok siebie. Nawet to, że możemy poznać swoje twarze jest bardzo ważne w tak dużym zakładzie, jak nasz.

 

RB: Jaki jest odbiór tych spotkań przez uczestników?

ML: To spotkanie nie jest obowiązkowe. Każdy z uczestników może na nie przyjść. Dostaje zaproszenie, ale jeśli nie może, to nie bierze udziału. A pomimo tego za każdym razem grupa jest bardzo liczna. Te dwie godziny spędzone razem są takim ważnym momentem, kiedy można się zatrzymać w wirze codziennych obowiązków i spokojnie zastanowić. W ostatnim czasie była dłuższa przerwa w organizacji coffee meetingów i wiele osób pytało, kiedy będzie następne spotkanie. I wiem, że następny coffee meeting będzie już w marcu…

 

RB: Jakie efekty przyniosły dla Was te spotkania?

ML: Myślę, że są inspirujące i twórcze. Otwierają nas na nowe obszary, perspektywy i pokazują, że możemy coś robić i działać inaczej. Odciągają od rutyny i pozwalają otwarcie mówić o problemach, które mamy. Na pewno nie są zwykłym szkoleniem, lecz raczej forum wymiany myśli. Jeśli każdy z nas – uczestników wynosi z nich garść inspiracji do dalszej pracy, na pewno przynoszą zamierzony cel.

 

Robert Bokacki

Robert Bokacki
wróć
  • Ania

    Bardzo fajny pomysł, naturalny sposób na uczenie się od siebie nawzajem. Tylko jedna uwaga językowa – dlaczego coffee meeting, a nie po prostu spotkanie przy kawie? Makaronizmów jest zresztą więcej w całym biuletynie, story telling, feedback….

  • Współczesny polski język biznesowy jest pełen „makaronizmów”, a najczęściej anglicyzmów. To prawda i sam boleję nad tym. Przez wiele lat staraliśmy się promować polskie nazwy np. narzędzi menedżerskich. Np. zamiast słowa „feedback”, używaliśmy „udzielanie informacji zwrotnej”. W pewnym momencie skapitulowaliśmy. Dlaczego? Bo uznaliśmy, że uzus społeczny jest silniejszy od naszych wysiłków. A może także dlatego, że angielskie nazwy są zazwyczaj krótsze, a przez to wygodniejsze w użyciu? Nie wiem.