Wiedza

Niedoskonałe przywództwo od kuchni

11 lutego 2013

„Nie mamy z kim pracować!” – dwa lata temu usłyszałem od naszego szefa kuchni. „Wysłałem dziś do sklepu jednego z kierowców, żeby dokupił twaróg. A ten wrócił i powiedział, że nie ma już twarogu, jest tylko biały ser!” – dodał, aby wyjaśnić mi powód swego rozczarowania. Tego dnia ja również nauczyłem się, że twaróg i biały ser to jedno i to samo. Zlecanie nawet prostych zadań bywa dla nas, menedżerów, potężnym wyzwaniem na każdym poziomie zarządczym, bez względu na branżę czy wielkość organizacji.

 

Od początku powstania koncepcji Leadership Tool Box® (LTB) jestem jej gorliwym orędownikiem. Z racji zadań trenerskich realizowanych w Kontekst HR International Group znam ją dobrze z perspektywy wdrażania LTB w różnych modelach biznesowych naszych klientów w Polsce i Anglii. Skłamałbym jednak pisząc, że w codziennej praktyce menedżerskiej LTB działa bezbłędnie w 100%. Powiem więcej, w moim wypadku czasem całkowicie nie działa! Tyle, że jeśli poszukamy przyczyn tej niefunkcjonalności, to będą nimi moje: zaniedbania, rutyna, bezmyślności, nieuwaga bądź myślenie życzeniowe.

 

Analizując jakość mojego kierowania ludźmi, dochodzę do wniosku, że największym moim wrogiem jest nadmierne zaufanie do innych i pośpiech. Dziwnie czuję się pisząc o zaufaniu w negatywnym wydźwięku, ale to ono często zwalnia mnie z chęci przeprowadzenia analizy charakteru zadania, które aktualnie potrzebuję zlecić oraz zastanawiania się, z jakim poziomem samodzielności po stronie pracownika mam do czynienia. Często – jak w opisanej sytuacji z twarogiem – zakładam, że zadanie jest na tyle proste, a pracownik tak samodzielny, że przez to już na starcie popełniam błąd. Niby wiem doskonale, jak przeanalizować sytuację i wykorzystać właściwe narzędzie zlecania LTB, aby cykl kierowania rozpocząć z szansą na sukces, lecz często intuicyjnie myślę, że to zbyt czasochłonne i zbędne w danej sytuacji.

 

Z racji utrudnionego kontaktu z pracownikami spółek, których jestem współwłaścicielem – jeden zespół to menedżerowie firmy cateringowej, drugi to nauczyciele i obsługa przedszkola – kiepska jakość zlecania ujawnia się dopiero po pewnym czasie. Często poznaję ją po „dojrzałych” już owocach.

 

Na moje szczęście po zlecaniu jest jeszcze przestrzeń na korekty i wsparcie – dają one sposobność wykazania się jako coach i mentor. Można poczuć się szefem, który kompetentnie i kreatywnie wyciąga pracownika z opresji. Jakże lubię wtedy tę rolę ratownika! Tyle, że wcześniej wystarczyłoby po prostu lepsze zlecanie i (często tak energochłonne) wsparcie.

 

Swoją drogą zastanawiam się, skąd we mnie to umiłowanie do nadmiernej roboty? Wiem jednak, że nie jestem w tej pasji odosobniony, bo jak zwykł żartować nasz menedżer ds. logistyki: „Najlepiej sprawdzam się w sytuacja kryzysowych – szczególnie w tych, które sam sobie wygeneruję”.

 

Moja ignorancja zasad LTB bywa poważniejsza. W jeszcze większe tarapaty potrafię doprowadzić się nadmiernym zaufaniem, kiedy brak mi czasu na kontrolowanie. Czasem próbuję ratować się delegując kontrolę moim menedżerom, ale dla nich to też nie jest ani proste, ani przyjemne.

 

Przez zbagatelizowanie kontroli i brak natychmiastowej interwencji jedna z naszych byłych nauczycielek w przedszkolu o mało co nie przekonała klientów, że to właśnie ona w konfliktowej sytuacji jest pokrzywdzona i warto przenieść całą grupę dzieci do innej placówki… Wszystko skończyło się dobrze, bo prawda brawurowo zwyciężyła – ale byliśmy o włos od biznesowej przepaści. A to wszystko wydarzyło się przez rutynę i założenie, że wszyscy możemy sobie bezwzględnie ufać. To był jeden z błędów, na którym najwięcej się nauczyłem.

 

Dziś, po kilku latach osobistego praktykowania LTB, jako trener i konsultant funkcjonuję inaczej niż kiedyś. Nie tylko mogę dzielić się z innymi praktyką oraz przykładami własnych sukcesów i błędów. Mogę też, będąc na sali szkoleniowej, analizować „na zimno” wiele swoich przywódczych decyzji i zachowań. To tam zwykle przychodzi refleksja, ile razy postąpiłem wbrew temu, co wiem o kierowaniu ludźmi…

 

Cóż, pewnie do końca życie ten stan się nie zmieni. Przynajmniej jako lider permanentnie niedoskonały będę miał nad czym pracować.

Grzegorz Gruza

Grzegorz Gruza
wróć