Wiedza

Podręcznik biznesu sprzed 2500 lat – wiedza ciągle aktualna

Rzadko, bo rzadko, ale zdarzają się takie dni, kiedy staję przed swoją biblioteką (a daję słowo, że jest obszerna) i zastanawiam się, co by tu przeczytać. Lubię te chwile, bo mogę wrócić do tekstów, które miałem w ręku dawno temu, a które – z różnych powodów – nie mogą mi wyjść z głowy. Z literaturą piękną mam łatwiej, bo regularnie wracam do piętnastu, może dwudziestu książek. Nie wyobrażam sobie, żebym choć raz na dwa-trzy lata nie sięgnął po „Imię róży”, „Sklepy cynamonowe” czy choćby „Rozmowę w >>Katedrze<<”. Do książek typowo biznesowych powracam rzadziej. Ale i tu są wyjątki. O jednym z nich chciałbym dzisiaj opowiedzieć.

I już słyszę głosy strażników ortodoksji: Arystoteles i książki biznesowe? Absurd! A mimo wszystko „Retorykę” Stagiryty traktuję jako jeden z najważniejszych tekstów biznesowych wszechczasów! Dlaczego? Bo to nie tylko niezwykle praktyczny podręcznik sztuki prezentacji oraz logicznego argumentowania, który uczy, jak wygłosić mowę życia. „Retoryka” przede wszystkim definiuje pojęcie prawdy w relacjach międzyludzkich. Arystoteles nie traktuje bowiem retoryki jako sztuki przekonywania ludzi do czegokolwiek, ale jako „odkrywanie tego, co w odniesieniu do każdego przedmiotu jest prawdą”. W dzisiejszym świecie postprawdy to niezwykle świeże spojrzenie.

Kocham „Retorykę” jeszcze z jednego powodu. Pamiętam moment, kiedy na studiach polonistycznych sięgnąłem po nią po raz pierwszy. Uderzył mnie niezwykle piękny i precyzyjny język wykładu Arystotelesa.

Czasami wykonuję takie ćwiczenie intelektualne: czytam fragment tekstu, a potem zamykam oczy i wyobrażam sobie, że siedzę w Akademii Platońskiej na twardych kamieniach i słucham słów wypowiadanych przez samego Mistrza ze Stagiry. Stoi przede mną w białym chitonie i żywo gestykulując, tłumaczy, czym jest soryt albo epicheremat. A ja chłonę jego słowa i gesty, aksamitny głos dźwięczy mi w głowie. I wiesz co? Jest mi milszy od dziesiątek dzisiejszych magików od prezentacji.

Zawsze będę pamiętał, że Arystoteles był pierwszy. A wszystko, co po nim, jest już tylko parafrazą jego myśli.

Robert Bokacki

Robert Bokacki
wróć