Wiedza

Udało mi się?

Udało mi się napisać ten artykuł. Właśnie w ten sposób pewnie pomyślałbym jakiś czas temu. Czy jednak rzeczywiście mi się udało? Artykuł napisał się sam? Czy poświęciłem czas na przemyślenia, obserwacje i szukanie literatury – i dopiero wtedy go napisałem? Ja zrobiłem! „I made it! I did it!” – jakby powiedzieli Amerykanie.

 

Wielokrotnie byłem świadkiem wielu rozmów menedżerskich, spotkań, konferencji i zebrań, na których bardzo często słyszałem stwierdzenia typu: „Przez ostatni kwartał udało nam się pozyskać trzech nowych klientów”, „Dzięki wsparciu kolegów z działu informatycznego udało nam się zakończyć projekt zgodnie z planowanym harmonogramem”. Przykłady mógłbym mnożyć godzinami. I nie tyczą one się tylko spraw zawodowych, ale także życia codziennego. Od małego słyszymy: „Jak ładnie udało ci się to narysować”, „Gdyby tylko udało ci się dostać na te studia”, „Udało mi się zdać ten egzamin” itp. itd. A jeszcze są moje ulubione dywagacje sportowych komentatorów: „Udało nam się zremisować!”, „Udało nam się dojść do finału”…

 

To czym jest owe „udało się”? Przychylnością niebios? Cudownym zrządzeniem losu? Idąc dalej, jaki ono ma wpływ na system zarządzania ludźmi, a przede wszystkim komunikację? Obserwując moje najbliższe otoczenie, doszedłem do wniosku, że „udało się” ma swoje przełożenie na wszelkiego rodzaju sukcesy, działania bądź pracę.

 

Nasze słowa odzwierciedlają sposób, w jaki myślimy, postrzegamy siebie i świat. Dlatego od pewnego czasu właściwie „udało mi się” wyrzuciłem z mojego słownika. Zastąpiłem je słowami „zrobiłem to”! I nie jest to tylko zmiana nazewnictwa, ale także zmiana mentalna, która jest już znacznie trudniejsza do zaimplementowania w codziennym życiu.

 

Pomiędzy słowami „udało się” a „zrobiłem” jest potężna przepaść komunikacyjna i charakterologiczna, niosąca ze sobą duży ładunek emocjonalny, mówiący niezwykle wiele o człowieku. Czyż nie jest prawdą, że kiedy mówimy o tym, że coś się nam udało, traktujemy to w kategoriach czegoś, na co nie do końca zasłużyliśmy, ale takim a nie innym zbiegiem okoliczności otrzymaliśmy? Coś, w stosunku do czego sami nie byliśmy przekonani, pewni na 100%, że to, co robimy, ma sens i przyniesie zamierzony efekt? Dlaczego sami tak bardzo umniejszamy swoje osiągnięcia? Czy to brak pewności siebie, przesadna skromność, mentalność przegranego? Dlaczego tak trudno zmienić nam myślenie, że zasługujemy na coś, że nasza ciężka praca i wysiłek owocują konkretnym efektem?

 

A teraz popatrzmy na to z innej strony. Jakie są konsekwencje, kiedy nam się nie uda? Przychodzi mi tu na myśl wydarzenie z życia pewnej firmy. Menedżer zleca zadania, zależy mu na czasie. Mówi podwładnemu: „Proszę, zrób raport dotyczący kwartalnej sprzedaży. Jeśli ci się uda, to na jutro do godziny 14”. Jest godzina 14 dnia następnego. Pracownik przychodzi do swojego przełożonego i mówi: „Nie udało mi się napisać tego raportu, bo…” – i tu wymienia kilka wymówek.

 

Szokujące dla mnie jest to, że wymówki na przestrzeni lat niewiele się zmieniają. Niedawno czytałem wydaną pierwszy raz w latach 50. książkę Davida Schwartza pt. „Magia myślenia na wielką skalę”. Autor opisuje w niej cztery podstawowe wymówki:

zdrowie – „źle się dzisiaj czuję”, „nie dam rady”, „biomet jest dzisiaj niekorzystny”;

szczęście lub pech – „nie mam szczęścia do tego typu zadań – zawsze mi nie wychodzą”;

wiedza – „mam za mało wiedzy”, „jeszcze dwa kierunki studiów i otworzę swoją pierwszą firmę”;

wiek – „w moim wieku nie wypada już…”.

 

Przemieszczając się pomiędzy tymi wymówkami, żonglując różnymi argumentami, zawsze udaje się coś znaleźć na usprawiedliwienie, dlaczego się nie udało. Kiedy coś się nie udaje, to trudno szukać odpowiedniości w sobie. To swoisty wytrych słowny, który zrzuca z nas odpowiedzialność, ale także zabiera i nie docenia naszej pracy. Bo jeśli coś nam się udało, to może znaczyć, że więcej w tym jest przypadku i szczęścia niż naszej pracy.

 

W psychologii stan wyjaśniania czyjegoś lub swojego zachowania nazwano atrybucjami. W przypadku niepowodzenia przy jakimś zadaniu wyjaśniamy to na różne sposoby. Klasyfikację takich atrybucji przeprowadził Weiner (1972), który podzielił zdarzenia na:

wewnętrzne zewnętrzne
stałe temperament, osobowość, zdolności reguły gry, trudność zadanie
zmienne umiejętności, emocje, wysiłek, motywacja szczęście, pech, inni ludzie, pogoda

Według teorii Weinera „udało się” należy do zdarzeń zewnętrznych, zmiennych.

 

Często menedżerowie i pracownicy, aby uniknąć odpowiedzialności za porażkę i uchronić niestabilną samoocenę, umiejscowiają „nie udało się” (porażkę) w zmiennych czynnikach zewnętrznych. Ulokowanie w tych czynnikach może również nastąpić, kiedy zadanie udaje się. Atrybucja tego typu może świadczyć o braku wiary we własne siły. Odczytując czynniki mające na to wpływ (szczęście, pech), możemy stwierdzić, że motywacja i radość z zadania są zdecydowanie mniejsze w porównaniu ze „zrobiłem to”.

 

Zmiana na „zrobiłem” ma znacznie większe korzyści i pozytywne konsekwencje. „Zrobiłem” jest wydarzeniem wewnętrznym i zmiennym. To ja na to miałem wpływ, a nie inni! Motywacja do dalszego działania jest znacznie większa, dużo łatwiej się komunikować, bo komunikaty oparte są na faktach. Ponadto moje „ja” zostaje dowartościowane i zdecydowanie wzrasta wiara we własne umiejętności. Tak więc rób, a nie udawaj!

Tomasz Antosiak

Tomasz Antosiak
wróć
  • taka sytuacja

    Tomek, dobry artykuł! Podoba mi się twój styl. Świetnie skomponowałeś treść. Hehe: Doskonale udał ci się ten artykuł. Ciekawy jestem czy udało ci się wpaść na ten komentarz i przeczytać go?