Zdobędziemy mistrzostwo!!!

Będzie o sporcie. Będzie o biznesie. Będzie o sukcesie. Trzy w jednym!

Za 60 dni Euro. Trzecie co do wielkości wydarzenie sportowe na świecie – po Olimpiadzie i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej – odbędzie się w Polsce i na Ukrainie. 8 czerwca o godzinie 18:00, na Stadionie Narodowym w Warszawie reprezentacja Polski zmierzy się z Grecją. Rozpocznie się szaleństwo, które potrwa do 1 lipca.

Marzy mi się, aby Polacy dotarli do finału. Wbrew logice, statystykom i opiniom ekspertów. Proszę sobie wyobrazić ten moment. Biało-czerwone ulice, wszechobecna radość i uśmiechy na twarzach… Bezcenne. Za wszystko inne… sami Państwo wiecie, co.

Wiem, wiem, wiem! Rzadko się zdarza, aby w turniejach tej rangi wygrywały drużyny z szóstej dziesiątki rankingu FIFA – a właśnie tam znajduje się teraz nasza reprezentacja. Dlaczego? Bo zazwyczaj wygrywają drużyny – prozaicznie – najlepsze. Liczy się klasa zawodników, trenerów, zgranie zespołu, taktyka i… silna motywacja. Oczywiście, ważna jest także dyspozycja w danym dniu, ale i ona rzadko promuje gorszych na boisku. I jeszcze jedno jest ważne: trening!

Po co ja o tym wszystkim piszę? Już wyjaśniam.

Większość menedżerów w Polsce to mężczyźni. Gros z nich interesuje się sportem. Fascynuje się wynikami najlepszych drużyn i zawodników. I wie, że doskonałość Realu Madryt czy Barcelony to nie tylko talent zawodników i trenerów, ale przede wszystkim ciężka praca na treningach – i to od najmłodszych lat. Cristiano Ronaldo, najlepszy chyba piłkarz, który zagra na Euro, trenuje intensywnie od 8 roku życia, czyli już 19 lat! A mimo to nasi menedżerowie nie czerpią z tych piłkarskich doświadczeń. Ba, zdają się nie dostrzegać zależności pomiędzy ciężkim i regularnym treningiem, a wynikami.

Zawsze w takich momentach przypomina mi się pewna anegdota. Oto po kolejnym przegranym meczu swojej drużyny, do szatni wchodzi jej właściciel. Zastaje podłamanych zawodników, siedzących ze spuszczonymi głowami. Mężczyzna staje przed nimi i mówi: „Od dzisiaj przestajemy trenować! Nie będę inwestował w wasze szkolenie do momentu, aż nie zaczniecie wygrywać”.

Absurdalność tej sytuacji jest oczywista dla każdego, kto choć trochę interesuje się sportem. W biznesie, niestety, już takie oczywiste to nie jest! A przecież nie da się wygrywać bez regularnego trenowania. Przykładowo Justyna Kowalczyk (to jest dopiero MISTRZYNI) spędza na treningach 300 dni w roku. Startuje przez… 30!

Cieszymy się w Polsce z ekonomicznych korzyści, które przyniesie nam organizacja Euro 2012: turystów, nowych hoteli, stadionów, dróg. To wszystko ważne. Ale dla mnie oczywiste jest, że możemy zaczerpnąć z Mistrzostw Europy coś znacznie ważniejszego, naukę, która będzie procentowała przez lata: tylko regularny trening naszych ludzi, wsparty pracą zespołową i silną motywacją do osiągania sukcesów zapewni naszym firmom długofalowe korzyści. To doskonały sposób na zwyciężanie nie tylko w sporcie, ale także w biznesie.

I znowu to marzenie… Zamykam oczy i słyszę rozentuzjazmowany głos Dariusza Szpakowskiego: „Proszę Państwa, cały stadion wiwatuje! Kuba Błaszczykowski chwyta w swoje ręce puchar, przytula go mocno do serca jak najukochańszą kobietę i – TAAAAAK!!! – podnosi do góry. Reprezentacja Polski mistrzem Europy w piłce nożnej! Kto by się tego spodziewał!!!…”.

Zamiast słów: „reprezentacja Polski” proszę wpisać nazwę swojej firmy, a zamiast imienia i nazwiska kapitana naszej drużyny – swoje imię i nazwisko. I do dzieła. Zdobądźmy puchar!

Artykuł ukazał się w miesięczniku „Personel i Zarządzanie”, nr 4/265, kwiecień 2012, s.6.